Strona główna > Artykuł

Drugi proces oświęcimski – załoga Auschwitz-Birkenau przed sądem

Polskie Radio

52 lata temu zakończył się drugi proces oświęcimski. Po latach od strasznych zbrodni w Oświęcimiu przed sądem stanęło 20 esesmanów, członków załogi obozu. Przeciwko swoim oprawcom zeznawali więźniowie, którym udało się przeżyć.

Personel Auschwitz-Birkenau podczas procesu w Norymberdze (grudzień 1946)fot. Niemieckie Archiwum Federalne/Wikipedia/CreativeCommons

Rocznica II procesu oświęcimskiego, aut. H. Koltata (PR, 19.12.1964)

Historia procesów zbrodniarzy hitlerowskich od 1946 roku, aut. Janusz Matuszyński (PR, 22.05.1969)

10 sierpnia 1965 zakończył się we Frankfurcie drugi proces oświęcimski. – Rozrachunek z nazistowskimi przestępcami nie został zakończony i nie mógł być zakończony w procesach lat 40. – mówił Janusz Matuszyński w aud. "Niedokończony rozrachunek". – Ten rozrachunek nie został również zamknięty w procesach lat 60. prowadzonych przed zachodnioniemieckimi sądami pod presją zachodniej opinii publicznej.

Brama

Na zdjęciu: Brama wjazdowa do Auschwitz, aut. Stanisław Mucha (1945), źr. Niemieckie Archiwum Federalne, niemiecka Wikipedia/CreativeCommons

Bezczelni zbrodniarze

Mimo zeznań licznych świadków oraz wizji lokalnych w dawnym obozie w Oświęcimiu, wyroki które zapadły w ramach tego procesu można uznać za łagodne. Dożywotnio pozbawionych wolności zostało pięciu esesmanów oraz obozowy kapo. Jedenastu zbrodniarzy otrzymało wyroki więzienia od 3 do 14 lat. Ponadto trzech oskarżonych uniewinniono. Przed sądem miał stanąć także sam komendant obozu Richard Baer, ale zmarł przed rozpoczęciem procesu.

Oskarżeni w większości przypadków nie przyznawali się do winy, a nawet uważali, że to oni zostali pokrzywdzeni. – Szczyty bezczelności pobił oskarżony Robert Mulka, były adiutant Rudolfa Hessa – podkreślał Koltata w swojej relacji rok po rozpoczęciu procesu. – Mulka nie tylko zaprzecza wszystkiemu twierdząc, że nie widział i nie słyszał nic z tego, co działo się w obozie, ale także przyjmuje postawę obrażonego na honorze oficera.

Piekło Oświęcimia raz jeszcze

Sam proces, mimo zapadnięcia łagodnych, w stosunku do przewinień, wyroków, miał istotne znaczenie. W latach 50. XX wieku kanclerz Konrad Adenauer prowadził politykę odcięcia się od rozliczeń z historią. Prawie 20 lat po wojnie opinii publicznej przypomniano jednak dramat, który dotyczył milionów ludzkich istnień.

Tablica

Na zdjęciu: Tablica upamiętniająca ofiary obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, aut. Bukephalos (2009), Wikipedia/dp

– Zeznania świadków przypomniały piekło Oświęcimia i naświetliły rolę poszczególnych oskarżonych w tym piekle – mówił w rocznicę rozpoczęcia procesu Koltata. – Wyrok zależy od udowodnienia im indywidualnej roli w mordowaniu więźniów.

Pierwszy proces oświęcimski miał miejsce w Krakowie w dniach 24 listopada – 22 grudnia 1947. Wówczas osądzono 40 członków załogi obozu zagłady Auschwitz-Birkenau: 23 z nich skazano na śmierć, 16 otrzymało wyroki więzienia (od 3 lat do dożywocia), a jeden z oskarżonych został uniewinniony. Równolegle prowadzony był proces norymberski przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym. Tam akt oskarżenia usłyszało łącznie 185 osób.

– Nazwa "Oświęcim" jeszcze za dwa tysiące lat będzie miała swoją potworna wymowę – słyszymy w materiale z 1964 roku. – Jeszcze za dwa tysiące lat ludzie będą pytać, jak ukarani zostali ci, którzy zgotowali narodom Oświęcim.

W Auschwitz-Birkenau szacuje się, że zginęło około 1,5 miliona ludzi. W obozie mogło służyć nawet 8 tys. esesmanów. Z 7 tys. tych, którzy przeżyli, odpowiedzialność za swoje zbrodnie poniosło zaledwie 700 z nich.

mb